Start » SWIG » Multimedia » Teksty » Wakacyjna wycieczka SWIG, Biblioteki i WDK 2019

Wakacyjne wspomnienia

Niepostrzeżenie minął rok i nadszedł dzień kolejnej dwudniowej wyprawy przybliżającej to co polskie, piękne i niedalekie.

W sobotę 24 sierpnia mimo wczesnej pory, wszyscy z entuzjazmem zajmowali miejsca w  autobusie, z niecierpliwością oczekując momentu gdy za oknami zobaczą oddalające się charakterystyczne zabudowania centrum naszej wsi. Po chwili ruszyliśmy w drogę, w sobotni ranek zakopianka w kierunku Krakowa była prawie pusta. Bardzo szybko dotarliśmy do autostrady, jazda nią  jest  wygodna i komfortowa ale ustawione wzdłuż ekrany dźwiękochłonne utrudniają obserwację otoczenia. Z tego powodu rozmowom i dyskusjom nie było końca. I w takiej miłej atmosferze dotarliśmy do Szymbarku, pierwszego celu naszej podróży.  

Historia tej wsi sięga zamierzchłych czasów. W średniowieczu Szymbark był rezydencją obronną polskiego rodu rycerskiego Gładyszów.  Obecnie, odrestaurowany dwór tego rodu, swoją nieskazitelną bielą murów wyraźnie dominuje pośród drzew i wiejskich zabudowań położonego nieopodal skansenu. To szczególne miejsce, gdzie czas zatrzymał się na etapie dymnych chałup, prostych ale solidnie wykonanych zabudowaniach gospodarczych, niezbędnych warsztatów rzemieślniczych oraz  bardzo prostych, niezbędnych w codziennym  życiu przedmiotów.  Wyposażenie chłopskiej chaty i codzienne w niej funkcjonowanie to dla nas współczesnych prawdziwa szkoła przetrwania wysokiego ryzyka . Wśród eksponatów na szczególną uwagę zasługuje „prababka” współczesnej lodówki. To duża szafka, która służyła do przechowywania żywności. Wykonana z drewna lub plecionej wikliny. Ustawiana była w miejscach przewiewnych (co chroniło żywność przed  szybkim zepsuciem ale nie chroniło przed wizytami nieproszonych gości (gryzoni i  robaków).

Szymbark był również przedpolem frontu I wojny światowej. Ta tragiczna historyczna przeszłość  została upamiętniona okolicznościową  wystawą na terenie skansenu. W starej stodole  urządzono biuro frontowego dowództwa, z najważniejszymi postaciami tych wydarzeń, szpital polowy i pomieszczenie przeznaczone dla jeńców.

Dużą atrakcją oprócz zwiedzania  były zajęcia na których każdy, według własnego pomysłu, mógł wykonać z wosku  tabliczkę zapachową, do zawieszenia w szafie lub dowolnym miejscu w  domu. Każdy z uczestników wykazał się dużym talentem plastycznym. Pani prowadząca zajęcia opowiadała o zastosowaniu wosku do różnego  rodzaju wyrobów (wszyscy słuchali z dużym zainteresowaniem), ale na temat życia pszczół  byliśmy bardzo dobrze zorientowani (to efekt ubiegłorocznej wizyty w  pasiece Kamianna). Wyjątkowo szerokim zakresem wiedzy na temat wykorzystania miodu (zwłaszcza w  połączeniu ze spirytusem), wykazały się  „starsze dzieci” biorące udział w zajęciach.

Po krótkim odpoczynku na terenie skansenu ruszyliśmy  w dalszą drogę. Celem był rezerwat „Skamieniałe Miasto”.

Ta wyjątkowa atrakcja turystyczna położona jest blisko Ciężkowic - miasteczka powstałego dzięki decyzji Kazimierza Wielkiego. Malownicze skały – ostańce, powstały przed milionami lat z  gruboziarnistego piaskowca ciężkowickiego. Wpływ warunków atmosferycznych spowodował, że przybrały niesamowite kształty ale pomijając naturę o powstaniu każdej ze skał opowiada legenda. Jako prawdziwi, niezmordowani wędrowcy, z dużym doświadczeniem, szlak pokonaliśmy w  zawrotnym tempie. Słoneczna pogoda i wysoka temperatura sprawiły, że z jeszcze większym entuzjazmem wszyscy udali się w kierunku wodospadu. Każdy chciał zobaczyć ścianę wody spadającą z hukiem na położone na dnie wąwozu skały, drobinki wody wirujące w powietrzu i poczuć przyjemny wilgotny chłód. Chłód rzeczywiście był odczuwalny ale wody jak na lekarstwo. Z trudem, wytężając wzrok dostrzegliśmy jedynie pojedyncze krople leniwie spadające w dół, tworzące  niewielką  kałużę, w której  można było jedynie zamoczyć stopy (co niektórzy z radością uczynili). Pełni wrażeń,  ponownie zajęliśmy miejsca w autobusie, tym razem podziwiając piękne widoki przemykające za jego oknami zbliżaliśmy się do miejsca  naszego nocnego wypoczynku.

Późnym popołudniem  dojechaliśmy na miejsce. Jamna przywitała  nas cykaniem świerszczy, powiewem orzeźwiającego wiatru i chrzęstem kamyków pod stopami. To niewielka wieś, z tragiczną przeszłością z okresu II wojny światowej. Współcześnie zamieszkana przez niewielu stałych mieszkańców ale chętnie odwiedzana przez turystów i pielgrzymów. Tu powstał założony przez  oo. Dominikanów Ośrodek  i  Dom św. Jacka. W kościele znajduje się obraz Matki Bożej Niezawodnej Nadziei ukoronowany przez Jana Pawła II.

Niedaleko dominikańskiego Ośrodka w Bacówce, czekały na nas niewielkie,  przytulne pokoje z rozległym widokiem na zalesione wzgórza. Ale najważniejszym punktem wieczoru była wspólna kolacja przy ognisku. „Starsze dzieci” próbowały śpiewać (przed następnym wyjazdem trzeba ostro poćwiczyć) a młodsze szalały na placu zabaw. Wszyscy z apetytem zajadali przygotowane na tę okazję smakołyki. Górskie powietrze dodawało apetytu, mimo to  nikt nie ucierpiał z powodu niestrawności i sen przebiegł spokojnie. Następny dzień przywitał wszystkich  rześkim powietrzem, po śniadaniu zapakowaliśmy bagaże do autobusu i po zajęciu miejsc ruszyliśmy dalej.

Kolejnym miejscem, które odwiedziliśmy była Paleśnica. W średniowieczu po znalezieniu tu rud żelaza, wytapiano ją w piecach zwanych dymarkami i przekuwano w stal. Według legendy w  Paleśnicy zostały wykute miecze, którymi polscy rycerze walczyli w Bitwie pod Grunwaldem. Na uwagę zasługuje mały klasycystyczny kościół pod wezwaniem św. Justyny, ufundowany przez hrabinę Justynę Lanckorońską. Ciekawostką jest fakt, że początkowo w nawie głównej znajdował się obraz patronki  ale z czasem został zastąpiony wizerunkiem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. W  niedalekiej odległości od kościoła znajduje się stary cmentarz z kwaterą wojskową z I wojny światowej nosi on numer 295, a na skarpie nieopodal druga kwatera z tego okresu oznaczona numerem 296. Na mapie i na tablicy informacyjnej to tylko numery a w rzeczywistości te cmentarze to bezmiar ludzkiej tragedii i cierpienia jakie niesie ze sobą każda wojna, każdy konflikt zbrojny. W  mogiłach pochowani są żołnierze z armii rosyjskiej i  austriackiej. Polska ziemia utuliła ich troskliwie dając spokojny, wieczny sen.

Te patriotyczne przeżycia spowodowały, że dłuższą chwilę podróż odbywała się w milczeniu.  Wąską, asfaltową, pełną zakrętów drogą (wielkie uznanie dla kierowcy), dotarliśmy do wieży widokowej w Bruśniku. Na wzniesieniu  Styrki (420 m n.p.m.) w 2013 roku wybudowano  solidną, stalowo-kratową, wypełnioną drewnem konstrukcję. Najwyższa platforma widokowa znajduje się na wysokości 18 m ale razem z  czterospadowym dachem wysokość wieży wynosi 23 m. Gdy pogoda jest słoneczna i przejrzyste powietrze przed oczami roztacza się piękny, rozległy widok. Dodatkową atrakcją jest zamontowana na platformie fotograficzna panorama, na której znajdują się opisy widocznych wzniesień i miejsc oraz informacje tekstowe o najbliższych atrakcjach turystycznych. Po zejściu z platformy widokowej i rozmasowaniu powstałych w mięśniach nóg zakwasów, ruszyliśmy dalej.

Ostatnim miejscem, które odwiedziliśmy była Kąśna Dolna. Ta niewielka wieś znana jest głównie z tego, że tu swój Polski dom miał Ignacy Jan Paderewski. Przez większość Polaków kojarzony jest jako działacz polityczny, znakomity dyplomata zaangażowany w działania na rzecz naszej Ojczyzny na arenie międzynarodowej. Był uczestnikiem konferencji pokojowej w Paryżu, świadkiem formalnego zakończenia działań wojennych I wojny światowej i powstania nowej Polski. Po wybuchu II wojny światowej będąc członkiem polskich władz na uchodźstwie przyczynił się do pozyskania funduszy na uzbrojenie polskich sił zbrojnych na Zachodzie. Ale przede wszystkim był muzykiem, znakomitym pianistą i kompozytorem. Po skomponowaniu opery „Manru” sale koncertowe Europy i Ameryki stają przed nim otworem. Był jedynym Polakiem koncertującym w  Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Zmarł w 1941 roku. Dziś  jego dawny dom, pełen pamiątek z  nim związanych tętni muzycznym życiem, odbywają się tu koncerty i kursy mistrzowskie dla młodych muzyków. Piękny park,  otaczający dwór wprowadza odwiedzających w romantyczny nastrój. Zacumowana do pomostu łódka sprawia wrażenie jakby przed chwilą wysiadł z niej Paderewski wraz z żoną i razem poszli w kierunku jaśniejącego w słońcu, otoczonego zielenią dworu.

Uskrzydleni wrażeniami i naładowani pozytywną energią wróciliśmy do Głogoczowa i swoich codziennych obowiązków, mając nadzieję na kolejny wyjazd w przyszłym roku.

Wiktoria News-Prasowy

   Zapraszamy do Galerii zdjęć  ------> kliknij turaj

 

 
 
 

     


Zamknij

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w sposób dostosowany do Państwa indywidualnych potrzeb i preferencji, w celu emisji możliwie indywidualnie przygotowanej reklamy. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących przechowywania i uzyskiwania dostępu do cookies przy pomocy ustawień przeglądarki lub urządzenia końcowego, z których Państwo korzystacie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności.